Do redakcji naszedł e-mail, w nim Olgierd zawarł taką historię. A my ją przekazujemy Wam, może zmiękczycie serca kierowców autobusów
————————————————————————————-
Wracając rowerem z pracy do domu złapałem gumę. Cóż, zdarza się, ale tym razem to było bardzo mi nie na rękę, spieszyłem się. Zakląwszy szpetnie pod nosem przypomniałem sobie o prawie zezwalającym na przewóz roweru autobusem. Niewiele się namyślając, ruszyłem z moim wehikułem na najbliższy przystanek. Parę minut później podjechał autobus. Jako że ludzi za dużo nie wiózł, z ulgą na sercu i z uśmiechem na twarzy wpakowałem się z rowerem do środka. Kiedy tylko udało mi się wsiąść dobiegł mnie głos kierowcy:
- A Pan gdzie z tym rowerem!?- Eeeee? – zamurowało mnie – Pan nie wie, że można przewozić rower, ale tylko pod warunkiem że KIERUJĄCY POJAZDEM SIĘ NA TO ZGADZA?! – kontynuuje kierowca – A nie zgadza się Pan? – rzuciłem w jego stronę – No nie, no tylko chodzi o to, że jak jest przepis, to trzeba myśleć! – odparł – jeżeli na pętli mi Pan z rowerem wsiądzie, „bo nie ma ludzi”, to po pięciu przystankach ich przybędzie i co wtedy?? – zawiesił pytanie w powietrzu- No właśnie, trzeba myśleć! – ktoś z pasażerów podchwycił- Złapałem gumę i nie mogę jechać rowerem; inaczej bym tu nie wsiadał – spróbowałem wzbudzić litość, jak sięokazało nadaremnie- Rower powinno się przewozić tylko na specjalnych hakach! W tych autobusach nie ma takich haków! – kierowca się bulwersuje- No właśnie! Głupi ten przepis! – ten sam pasażer co wcześniej poparł znów kierowcę – Inne miasta nie mają tego przepisu i tylko Wrocław ma! Cholerny przepis! Niby można rower przewozić a kto potem odpowiada jak coś się stanie ? No kierowca! – kontynuuje tyradę Pan za kółkiem – następnym razem niech się Pan zastanowi! – kończy
Drzwi się zamykają. Autobus rusza. Oczy wszystkich pasażerów skierowane na mnie, a ja mam uczucie, jakbym robił coś złego.
Jeżdżąc codziennie rowerem do pracy mam do czynienia nie tylko z nieuprzejmymi kierowcami czy pieszymi, ale również z bezmyślnymi pracownikami firm dostarczających np. żywność do sklepów.Ludzie ci nie tylko parkują swoje samochody dostawcze na kontrapasach, ale również znienacka potrafią otworzyć drzwi takiego samochodu, zasłaniając nimi pozostałą część kontrapasu, po którym często jedzie niczego niespodziewający się rowerzysta.Jakiej trasy bym nie wybierał, jeżdżąc do pracy i z powrotem, to zawsze mam uczucie, że muszę zachować maksimum ostrożnościi myśleć nie tylko za siebie ale i za innych. Mam wrażenie, jakby reszta użytkowników dróg była zwolniona z myślenia o rowerzystach, bo przecież „oni tylko przeszkadzają i się panoszą ze swoimi prawami”.
W tym autobusie czułem się tak, jakbym przeszkadzał; jakby sama obecność człowieka z rowerem coś zmieniała. Przecież nie było w nim dużo ludzi, a rower postawiłem w taki sposób, że nie zajmował dużo miejsca i przez cały czas pilnowałem, by się nie przewrócił. Poza tym, z tego co wiem, to w Warszawie cała odpowiedzialność za wszelkie szkody spoczywa na kierującym rowerem, a nie na kierowcy. Czyżby we Wrocławiu panowały inne zasady?
Olgierd