Kiedy skończyliśmy wywiad z Małgorzatą Zdzienicką-Grabarz, Dyrektorem Departamentu Społecznej Odpowiedzialności Biznesu i Sponsoringu usłyszeliśmy od niej „Nawiązując do Waszej akcji ścigania się rowerów i samochodów po mieście , melduję, że ostatnio wygrałam z kolegą na trasie Towarowa – Plac Trzech Krzyży. Ja na rowerze 14 minut, on autem 16 minut + parkowanie 5 minut i 5 złotych.”
ZagońRowerDoRoboty: Wiemy, że Ty „zaganiasz rower do roboty”. Czy to ten, który stoi w Twoim gabinecie w pracy?
Małgorzata Zdzienicka-Grabarz: Nie, ten rower to prezent od Czesława Langa. Ja się nim tylko chwalę, a jeżdżą na nim koledzy z Banku – bo który chłopak nie marzy, żeby przejechać się na kolarzówie Czesława Langa… Na co dzień do pracy dojeżdżam ulubionym mieszczuchem. W domu nazywamy go Maybach, bo jest „hand made” – koła 28” i….automatyczna skrzynia biegów, czyli napęd mój, ale przerzutka zmienia się sama i ma imponujące przyspieszenie. Po lesie i na trasach rowerowych jeżdżę góralem. A poza tym, mamy w domu jeszcze dwa zapasowe holendry, dla przyjaciół i znajomych.
ZagońRowerDoRoboty: Podobno masz swój pomysł na „zaganianie roweru do roboty”, chociaż mieszkasz daleko od miejsca pracy?
Małgorzata Zdzienicka-Grabarz: Właśnie – do niedawna tylko mówiłam, że chcę dojeżdżać rowerem, bo kiedyś to robiłam i było i szybciej i co najważniejsze – przyjemniej: rano – orzeźwiająca dawka energii, a po pracy – świetny sposób na odreagowanie. Zaczęłam pracować w Banku BGŻ i nadal narzekałam, że szkoda, że mieszkam tak daleko, że 30 kilometrów to zbyt duża odległość, by ja pokonać dwukrotnie w ciągu dnia itp.Tak było aż do tegorocznej wiosny, do momentu, kiedy zorganizowaliśmy w Banku akcję Rowerem do pracy. Pomyślałam wówczas, że jako inicjatorka jestem wręcz zobowiązana, by stawić się tego dnia na rowerze w pracy. Bardzo sympatycznie wspominam tę pierwszą podróż do pracy z rowerem. Rozpoznawanie warunków dojazdu okazało się miłym zaskoczeniem – przekonałam się, że z domu do kolejki mam tylko 5 kilometrów, że w pociągu jest specjalny wagon na rowery, że Koleje Mazowieckie mają świetną promocję: od kwietnia do października psy i rowery przewożą za darmo i że od stacji Warszawa Ochota do biura – to już tylko kilka minut i w dodatku… z góry. Czas przejazdu – mniej więcej taki sam jak samochodem, a uczucie, jakiego doznaje się zostawiając za sobą samochody w korku – zna każdy, kto choć raz tego spróbował – bezcenne. Teraz to, czy jadę do pracy rowerem, czy tylko w jedna, czy w obie strony, zależy od pogody i humoru. W każdym razie – daję sobie luksus wyboru i to jest piękne.
ZagońRowerDoRoboty: Czy ten Twój pomysł, to nie jest przypadkiem wdrażanie w życie idei komunikacji zintegrowanej?
Małgorzata Zdzienicka-Grabarz: No widzisz… nie pomyślałam, żeby to nazwać, ale – dokładnie tak.
ZagońRowerDoRoboty: Dlaczego Bank BGŻ postawił w swoich działaniach społecznych na rower? Skąd przekonanie, że to dobry wybór?
Małgorzata Zdzienicka-Grabarz: Wybór nie był przypadkowy. Najpierw była analiza potencjalnych obszarów sponsoringu. Pogłębione spojrzenie na strategię Banku, misję i wizję, grupy docelowe. Postawiliśmy na kolarstwo i rower, bo to sport masowy, dostępny dla każdego – największe talenty kolarskie wywodzą się głównie z małych, lokalnych klubów. W Polsce kolarstwo to sport o wielkich tradycjach, obecnie potrzebujący wsparcia, ale też niosący w perspektywie wielką obietnicę. To także jeden z nielicznych sportów do wspólnego, rodzinnego uprawiania. Nasza strategia sponsoringowa przyjęta w 2006 r. wytyczyła kierunek, który konsekwentnie realizujemy dobudowując stopniowo kolejne cegiełki, elastycznie przy tym dostosowując nasze działania do tego, co się dzieje wokół.
ZagońRowerDoRoboty: Opinia jest taka, że raczej promujecie poprzez swoje działania tą bardziej sportową, niż społeczną stronę „rowerowania”?
Małgorzata Zdzienicka-Grabarz: Zgoda, bo 5 lat temu zaczęliśmy od sponsorowania kadry narodowej i kolarstwa jako sportu kwalifikowanego, a także ponad stu profesjonalnych wyścigów kolarskich na terenie całego kraju. Potem doszło budowanie ducha sportowego wewnątrz firmy – mamy BGŻ Team – grupę zaangażowanych w kolarstwo pracowników, reprezentujących Bank na maratonach mtb, mamy coroczną, integracyjną imprezę rowerową dla reprezentacji z poszczególnych obszarów całego Banku – w tym roku mieliśmy już 5 edycję tej imprezy pod patronatem Majki Włoszczowskiej i Ryszarda Szurkowskiego. Współpracujemy z organizatorami maratonów MTB, bo to nie tylko doskonali profesjonaliści gwarantujący imprezy rowerowe najwyższej próby, ale też chyba najważniejsi promotorzy sportu amatorskiego w Polsce, co bardzo doceniamy. Od lat także wspieramy największa masową bezpłatną imprezę rowerową – Święto Roweru w Lubartowie, tegoroczna już XVII edycja przyciągnęła 7.110 uczestników – i to znów zasługa jednego człowieka Janusza Pożaka – byłego kolarza, który po zakończeniu kariery wrócił do swojego rodzimego miasteczka i miał marzenie… Siedemnaście lat temu zaczynał od grupki kilkunastu osób. Wielka rzecz! Od roku umacniamy naszą działalność prospołeczną, m.in. jako partner akcji Agory Cała Polska na rower – mobilizując rodaków do zaprzyjaźnienia się z rowerem. Jesteśmy partnerem policji w promowaniu bezpiecznej jazdy na rowerze pod hasłem „Jeżdżę z głową!”.
ZagońRowerDoRoboty: Ludzie mówią, że dojeżdżaliby do pracy rowerem, gdyby ich pracodawca im w tym pomógł. Jak pracodawcy mogą pomóc w takich inicjatywach i czy Bank BGŻ pomaga swoim pracownikom w tym zakresie?
Małgorzata Zdzienicka-Grabarz: Pomagamy i to chyba naprawdę nieźle. W samej Centrali Banku mamy dla pracowników strzeżony parking rowerowy i dwa prysznice. Zorganizowaliśmy też profesjonalny serwis rowerowy na początek sezonu, żeby każdy pracownik mógł sprawdzić swój rower i zadbać o niego, ale i o swoje bezpieczeństwo na dwóch kółkach. W planach mamy też inne działania wspomagające, ale najważniejszym następnym krokiem do zrobienia jest dobra szatnia.
ZagońRowerDoRoboty: Oki, bardzo fajnie w tzw. Centrali, a co w Polsce?
Małgorzata Zdzienicka-Grabarz: Bank BGŻ to 5 tysięcy pracowników i 340 oddziałów w całej Polsce. Mamy politykę, by stopniowo pod każdym oddziałem był stojak rowerowy. Ilu pracowników jeździ na co dzień rowerem? Nie mam liczb, ale najważniejsza jest wyraźna tendencja wzrostowa. Cieszę się, że coraz więcej naszych kolegów wybiera rower jako sposób na rekreację i spodziewam się, że coraz więcej będzie też odkrywać, że rower, zwłaszcza latem, to świetna alternatywa dla auta. Mamy też takich kolegów w sieci, którzy zabierają na rower swoich klientów. Jednym słowem rower powoli staje się także naszym narzędziem komunikacji.
ZagońRowerDoRoboty: A ile osób z tzw. topu Banku, biorąc przykład z Ciebie, decyduje się na dojeżdżanie rowerem do pracy?
Małgorzata Zdzienicka-Grabarz: Jest kilku takich, i to raczej ja wzięłam przykład z nich… No, ale znacznie więcej jest „prospektów”- pewnie tak jak ja kilka miesięcy temu – trochę się krygują, że daleko, że spotkania na mieście, makijaż… no rozumiesz. Ale przecież wiemy, że to wszystko siedzi w głowie, że jak się raz przeorganizujemy, to na każdą sytuację znajdziemy stosowne rozwiązanie. Nie ma pośpiechu. Takie inicjatywy potrzebują czasu, a skuteczne są tylko wtedy, gdy wynikają z przekonania i z przekonaniem są wcielane w życie. Centralnie należy zapewnić spójną, przejrzystą i długofalowa koncepcję, konsekwentnie się jej trzymać, stwarzać warunki do realizacji i – na co zwracacie uwagę – świecić przykładem.