Z dzieckiem na rower
AutorNiestety jestem już po urlopie. No cóż, tak bywa. Ktoś jest przed a ktoś po. Ale o nim tym razem chciałem pisać. W czasie urlopu kusiło mnie żeby pojeździć sobie na rowerze. Tym bardziej mnie kusiło, że w Włoszech, gdzie byłem, wypożyczalnia rowerów w miejscowościach wczasowych jest czymś normalnym. Nie są to jakieś specjalnie wypasione rowery, ale sprawne, serwisowane i pośmigać się da. A do tego zobaczyłem fajne rozwiązanie do wożenia małych dzieci. Fotelik montowany do kierownicy. Mamy wtedy dziecko na oku, pod kontrolą. Do tego zawsze to chwila relaksu, gdy można dziecko powozić a nie trzeba za nim dreptać.
Przyznam, że miałem trochę obaw, bo moja córka skończyła dopiero co rok. Jednak widziałem, że Włosi jeżdżą z takimi właśnie dzieciakami. Stwierdziłem, że spróbuję. W wypożyczalni pan zapytał o wagę dziecka a następnie zamontował fotelik na kierownicy właśnie. Na koniec przyczepił jeszcze do tejże kierownicy piszczałkę.
Z dużo dozą nieśmiałości wsadziłem córką do fotelika i … ruszyliśmy. Przejeździliśmy tak ponad godzinę za pierwszym razem, z przerwą na placu zabaw. Wyglądało, że Małej się podoba. Mogła pohałasować piszczałką a jak znudziło się jej to brała moją rękę i kazała “piszczeć” dalej. Momentami była nawet bardzo wyluzowana (patrz foto). W każdym razie była frajda. U Włochów podpatrzyłem jeszcze, że Ci, którzy mieli własne foteliki mieli do nich przymocowaną taką zasłonę jak w skuterach. Chroni ona dziecko przed wiatrem. Fajna rzecz.
Po przyjeździe do Polski zacząłem szukać takiego fotelika i zupa zimna. Nie dość, że nie ma to jeszcze znalazłem info, że u nas poza fotelikiem mocowany z tyłu roweru inne rozsądne formy przewożenia dzieci, uznane na świecie, są zabronione. No cóż czas to zmienić.
Ja w każdym razie po osiedlu i okolicach wożę Małą w przyczepce rowerowej. Nie dosyć, że dobrze się z tym jedzie, dziecku jest wygodnie, to jeszcze widać mnie jak na dłoni. Przyczepka jest czerwona, ma flagę pomarańczową i zamontowałem światło czerwone. Czego chcieć więcej? Tylko zdrowego rozsądku i zmiany w przepisach. Do tego mogę jeszcze tam zapakować Jej zabawki, kocyk, ciuchy na zmianę. A w razie czego można z przyczepki zrobić wózek [co widać na załączonych fotach].
Oczywiście jak zaglądam w posta Bartesa o holenderskim pomyśle, to sobie marzę żeby ktoś sprowadził to do Polski. Tylko obawiam się, że kupować to będzie można, tylko nie będzie można używać. Taka paranoja.










